Pycha

25 lutego 2018

Na pierwszy rzut oka często jej nie widać. Skrywa swoją brzydotę pod warstwą kremów i pudrów. Dopiero gdy przechodzi do działania....

Pokora to widzenie siebie w prawdzie. Człowiek pokorny zna swoją wartość, ale też, przynajmniej mniej więcej, widzi swoje ograniczenia. Nawet jeśli odnosi sukcesy wie, że jest tylko człowiekiem; że, jak każdy, jest prochem i pyłem; że „wielka sława to żart”, a „książę błazna jest wart”. Z człowiekiem pysznym jest inaczej. Przecenia swoją wartość, swoje umiejętności, swoje możliwości. Uważa się za lepszego od innych. Ja, ja, ja – powtarza w kółko. Zbyt wielką wagę przywiązuje do swoich sukcesów pielęgnując myśl o nich jak niemowlę, albo – w innych wypadkach – swoją rzekomą wielkość buduje na tym, że w przeciwieństwie do innych, on nie doznał jeszcze porażki. A gdy temu przekonaniu o swojej wyjątkowości towarzyszy jeszcze wyniosłość, otoczenie zaczyna mieć z pyszałkiem ciężki krzyż. 

To niezwykle podstępna wada. Atakuje przede wszystkim ludzi sukcesu. Także duchowego. Jest przecież czym się szczycić! Uporawszy się z tym czy innym defektem duchowym tak łatwo uznać, że do stania się aniołem to już tylko brakuje skrzydeł. Ale ulegając pysze, z wyżyn doskonałości człowiek momentalnie spada w otchłań zła. Bo pycha to korzeń wszelkiego grzechu. I potrafi niezwykle skutecznie wcisnąć się w zakamarki świątobliwości. Gdy przyjdzie pora, na wzór zamarzającej wody potrafi rozsadzić wszystko, w co udało się jej wcześniej wniknąć. I kompletnie zruinować pozorną wielkość człowieka.  

Pycha, wyniosłość, często rodzą też agresję. Niekoniecznie przejawiającą się w gwałtownych wybuchach. Może to być agresja wyrachowana, przemyślana i dobrze przygotowana. Wobec kogo? Ano tych, którzy jakoś jej zagrażają. Tych, którzy choćby i niechcący ściągają na ziemię tego śmiesznego człowieczka, który wspiąwszy się na piedestał nadął się jak balon. Dlatego pycha nie znosi krytyki. I każdą, nawet życzliwą uwagę, traktuje jako atak. Paradoksalnie wada ta jest chyba szczególnie niebezpieczna dla ludzi mających o sobie niegdyś  zbyt niskie mniemanie. Porównywanie się z innymi, sukces, jest przecież dla nich często jakby środkiem przeciwbólowym! Biada tym, którzy będą próbowali go odebrać...

Pycha rozsadza wszystko. Ot w małżeństwie. Pyszny mąż? To taki, co wszystko wie lepiej. Wszyscy wokół niego to nieudacznicy. Politycy? Sami idioci. Gdyby on był na ich miejscu.... A żona? Owszem, jest mądra, jeśli go słucha i mu przytakuje. Choć on na okrągło rani jej dumę, wyśmiewa ambicje – wszak jest najlepszy w każdej dziedzinie - biada jej, jeśli czasem da do zrozumienia, że wcale z niego nie taki cud. O! wtedy pozna, głupia baba, gdzie jest jej miejsce....

Pyszna żona? Dla niej mąż w najlepszym wypadku jest ozdobą, którą można się pochwalić przed koleżankami. I oczywiście też wszystko wie lepiej. Na przykład, że dom to jej i tylko jej królestwo, więc on powinien skrupulatnie wypełniać jej polecenia. Skarpety tu, buty tu, a spodnie składamy tak. Własny gust co do ubrania się? O nie! Przecież ona jest specjalistką od mody męskiej i wie, jak jej mąż powinien chodzić ubrany. Jego zawodowe ambicje? To jakieś nieporozumienie. Przecież ona wie, gdzie mąż najlepiej zarobi na utrzymanie jej i dzieci i on właśnie tam powinien pracować. Nawet na przekór sobie. Przy tym on taki tępy i trzeba nim ciągle dyrygować! Ona mu mówi, mówi, mówi, mówi, tłumaczy, tłumaczy, tłumaczy, a on tak często nie rozumie i i tak robi swoje! Pewnie jej na złość. Ale jeszcze gorzej, gdy dla świętego spokoju mąż jednak potulnie robi, co mu żona karze, spotyka się z postawą: no co z niego za facet? Taka ciapa, którą ciągle trzeba kierować. Kiedy pewnego dnia mąż takie żony zrezygnuje ze świętego spokoju na rzecz tego, by choć raz mieć rację, wtedy oczywiście wielkie oburzenie....

Pyszni rodzice? Tak, oni też zawsze są lepsi i wszystko lepiej wiedzą. Dziecko, owszem, może mieć swoje plany i zainteresowania, ale tylko pod warunkiem, że są one jednocześnie planami i zainteresowaniami ojca czy matki. Samodzielność? Tak, ale pod dyktando. To zrób tak, to tak, a to oczywiście tak. Nie no, jak możesz się oburzać, że krępujemy twoją wolność! My ci przecież tylko dobrze radzimy! Przecież swoje już przeżyliśmy i wiemy lepiej! Nawet kiedy takie dziecko jest już całkiem dorosłe, ba, często nawet kiedy już ma własną rodzinę, wszystko musi się toczyć pod ojca, matki (a rzadziej obojga) dyktando.

Jesteś córką, powinnaś się mną opiekować – słyszy kobieta próbująca dzielić czas między własną rodzinę, pracę zawodową i matkę. No, często tylko mając do wyboru dwie ostatnie, bo przecież na założenie własnej rodziny, przy tak absorbującej wokół swoich spraw matce, nie było szans. I nie ma znaczenia, że tak naprawdę jedyne do czego córka jest owej matce potrzebna, to możliwość „miłego” spędzenia czasu. Miłego, czyli z możliwością gderania, pouczania i wylewania żalów. To się nazywa egoizm? Tak. Wyrosły z pychy, z przeświadczenia, że życie najbliższych nie może toczyć się inaczej, jak pod dyktando jedynego prawdziwego, choć niedocenianego geniusza.

Pyszałek w Kościele? A co tam wszyscy biskupi z papieżem włącznie. Zdradzili prawdziwy Kościół. On wie najlepiej, jak interpretować Pismo i najlepiej rozumie Tradycję. Wszyscy inni albo nie znają historii Kościoła i teologii albo są mającymi zła wolę modernistami. Jest wespół z nielicznymi podobnie myślącymi jedynym depozytariuszem prawdy. I nawet jeśli w przeszłości była ona symfoniczna, współgrało w niej wiele dźwięków i wiele instrumentów, dla pyszałka dziś może wybrzmiewać tylko jednym dźwiękiem wydawanym z jednego instrumentu.

Pyszałek w pracy? Szef oczywiście jest durny i na niczym się nie zna. No, chyba że pyszałek jest tegoż szefa zausznikiem. Perspektywa docenienia czy awansu zmienia optykę jego postrzegania. Współpracownicy? Dyletanci. Albo lenie. Sam pyszałek jest oczywiście świetnym i sumiennym pracownikiem. Ale nie daje się wykorzystywać. W myśl (opacznie rozumianej) dewizy jednego ze świętych, jest przeświadczony, że stworzony został do wyższych rzeczy. Trzeba zrobić coś pracochłonnego i męczącego? Ale dlaczego on? Przecież są inni. On nie będzie się zajmował tak prostymi sprawami, którymi przecież bez problemu mogą zająć się mniej inteligentni od niego. Samo to, że jest i że łaskawie raz na godzinę kiwnie palcem w przerwie między czytaniem gazety i udzielaniem się na Facebooku to już dużo! Kiedy pracuje w zespole reszta oczywiście musi robić za niego, bo szefa najczęściej nie interesuje co i jak. Albo jeśli nawet interesuje, to przecież może nie mieć sił i nerwów na ciągłe dyscyplinowanie i kłótnie z pyszałkiem. Dla pyszałka nie ma więc problemu. Niech naiwniacy pracują i dają się wykorzystywać. Za to jeśli  będą przypinać ordery, pyszałek oczywiście pierwszy wypnie pierś.

Pyszałek jako szef? Fatalnie. Wtedy wszystko obraca się wokół niego i jego dobrego samopoczucia. Zadanie przed którym stoi zespół schodzi na trzeci plan. Dobry pracownik pracowity i kompetentny? Niekoniecznie. Przecież taki, choćby niechcący, może obnażyć  ignorancję i niekompetencję szefa. Przed innymi pracownikami, przed szefem szefa albo – jakżeż to bolesne – tylko przed im samym. To okropny stres! Nie, takiego pracownika trzeba trzymać na dystans, a najlepiej się pozbyć. Dla szefa – pyszałka dwie najważniejsze zalety podwładnego to umiejętność kadzenia i niekompetencja.

Pierwsze, wiadomo. Wszelkie błędy, to oczywiście wina nieudacznych pracowników, ale już zasługi... No  też wiadomo, to oczywiste: nieudaczni nie mogli przecież sami z siebie osiągnąć jakiegokolwiek sukcesu, nieprawdaż? Ale sama prosta umiejętność kadzenia opanowanemu przez pychę szefowi już może nie wystarczać. Trzeba czegoś więcej. Odczytywania jego mądrych myśli. Nawet tych, których jeszcze nie wyraził. Ba, nawet tych, które jeszcze nie pojawiły się w jego genialnej głowie, ale które przecież w sposób oczywisty rysowały się już na jego twarzy.

A do czego takiemu szefowi podwładny niekompetentny? Nie tylko do tego, by nie odkryto jego niekompetencji. Chodzi o znalezienie poganiacza wielbłądów dla reszty zespołu. Szef kazał, pracujcie. Można by coś zrobić lepiej i prościej? Wykluczone, przecież szef kazał tak. Nie może się tak nie dać, nie można zrobić ani lepiej ani prościej, przecież szef wyraźnie powiedział.... I tak pycha szefa przez promowanie służalczości a często i intryganctwa, demoralizuje innych.

Pycha dla ogarniętego nią może być właściwie niewidoczna. W czym problem? Jakie przykazanie łamię? Myśli nie były takie złe, mowa też, tym bardziej uczynki. A zaniedbania? Oj drobiazgi, nie ma co się czepiać. Tymczasem ogarnięty nią człowiek jest zwyczajnie zepsuty. Wada ta popycha go do wielu nieprawości, a działając jak trucizna, nieraz dodatkowo demoralizuje otoczenie pyszałka. Tak, to ciągłe powtarzanie ja, ja sobie życzę, ja żądam nie tylko prowadzi do pogardzania bliźnimi, ale sprawia też, że zaczyna się lekceważyć samego Boga. Słusznie pycha jest nazywana korzeniem wszelkiego grzechu. 

Ciekawostki o parafii

Poznaj obecne i historyczne fakty


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
76 0.14848494529724