O zaletach czytania dzieciom przez rodziców mówi prof. Barry Zuckerman.

5 listopada 2019

Pielęgnowanie mózgu

O zaletach czytania dzieciom przez rodziców

Szymon Babuchowski: Ponad 30 lat temu zaczął Pan przepisywać dzieciom książki na receptę. Jaki związek ma czytanie ze zdrowiem?

Prof. Barry Zuckerman: Badania wykazują, że największy wpływ na zdrowie i długość życia człowieka ma czas trwania edukacji. Nie papierosy, nie otyłość – choć to też dwa bardzo ważne czynniki – tylko właśnie liczba lat kształcenia. Bo mózg należy pielęgnować. Tak jak dbamy o płuca, żołądek czy mięśnie po to, żeby człowiek mógł się rozwijać i był silny, tak samo ważne są rozmowa i czytanie. I tak jak szczepienia chronią nas przed infekcjami, tak czytanie chroni przed analfabetyzmem.

Ale dlaczego to właśnie lekarze mieliby zachęcać rodziców do czytania dzieciom?

Bo to są profesjonaliści, którzy najczęściej stykają się z dziećmi. Nie ma żadnego innego zawodu, który miałby tak częsty kontakt z małym dzieckiem. Pediatrzy są ekspertami w zakresie zdrowia, a w Stanach Zjednoczonych duży nacisk kładzie się na wczesne lata rozwoju dziecka. Program czytania maluchom obejmuje u nas dzieci do 5 lat – potem już pałeczkę przejmuje szkoła.

Jakie są reakcje na książki otrzymywane w gabinecie lekarskim?

Dokładnie odwrotne niż w przypadku zastrzyku, który powoduje, że dziecko płacze. Kiedy maluch dostaje książkę, jest szczęśliwy. Szczęśliwy jest także rodzic. Dzięki książce powstaje interakcja między dzieckiem a rodzicem. Zabierają książkę do domu i zaczynają wspólnie czytać. Spędzają bardzo przyjemny czas, którego nie da się przyspieszyć, bo książka wymaga tego, by się nad nią zatrzymać. Ten czas oznacza też rozwijanie umiejętności, znajomości języka, posługiwania się nim, co z kolei ma później wpływ na zdolność uczenia się. Dziecko poznaje stopniowo literki, słowa, potem całe opowieści i w końcu jest gotowe, żeby pójść do szkoły. Natomiast gdy dzieci z tych rodzin, gdzie nie było wspólnego czytania, pojawiają się w szkole, często okazuje się, że pozostają nieco w tyle w stosunku do innych. Stąd może się brać depresja, agresja i wiele innych problemów. Czasami te dzieci w ogóle nie ukończą szkoły. W efekcie tworzy się nieszczęśliwe, niezadowolone społeczeństwo, bo ludzie nie posiadają odpowiednich umiejętności i kompetencji, żeby wpływać na życie społeczne.

Czy są dowody na to, że ktoś, kto od małego obcuje z książką, staje się bardziej świadomym obywatelem?

Nie mamy badań mówiących o tym wprost. Ale wiadomo przecież, że edukacja ma ogromny wpływ na kształtowanie obywateli. Żeby być obywatelem, musimy rozumieć naszą kulturę, prawa nią rządzące, obowiązki, które z nich wynikają. A dzięki czytaniu przygotowujemy mózg do takiej edukacji.

Myśli Pan, że czytanie dzieciom jest szansą na podniesienie ich statusu społecznego?

Wierzę w to. Dawniej w wielu kulturach rodzice nie czytali swoim dzieciom. Dzieci miały się nauczyć szacunku do starszych, wypełniania obowiązków, ponieważ później szły do pracy – w polu albo w fabryce. Czytanie nie wydawało się wówczas konieczne. Natomiast w dzisiejszych czasach czytanie jest najważniejszą kwestią. Trzeba nauczyć się czytać, żeby móc zrozumieć to, co dzieje się w świecie. W Bangladeszu czy w wielu rozwijających się krajach afrykańskich, gdzie wciąż potrzeba bardzo dużo siły roboczej, zdano sobie sprawę z tego, że edukacja musi się zacząć wcześniej niż w wieku 5 lat. Ta zasada działa wszędzie. W Stanach Zjednoczonych mamy bardzo dużo imigrantów z Afryki, Ameryki Południowej czy Karaibów. Często są to ludzie z domów, w których nie czytało się w ogóle. W wielu przypadkach rodzice byli analfabetami. W takiej sytuacji dzieci zwykle nie są gotowe do tego, żeby dobrze sobie radzić w szkole. Ale gdyby dostały wcześniej do ręki książeczki z obrazkami, mogłoby to mieć na nie pozytywny wpływ.

Kiedy jest najlepszy moment na rozpoczęcie wspólnego czytania? Czy ma sens czytanie dziecku, które nie umie jeszcze nawet mówić?

Zaczynamy mówić do dziecka zaraz po jego narodzinach, natomiast samo czytanie ma sens już u 6-miesięcznego malucha. Chodzi o to, żeby rodzic i dziecko wspólnie skupili uwagę na książce. Tak naprawdę nie jest to jeszcze czytanie, tylko dzielenie się książką, siedzenie przy niej z kimś, kogo kochamy. W ten sposób budujemy szczęśliwe, radosne doświadczenia, dzięki którym dzieci zaczynają uczyć się kochać książki. Tak samo zresztą jest z nauką. To, że ktoś uwielbia się uczyć, nie wynika z tego, że przyswaja wyłącznie suche fakty, tylko z tego, że jest to związane z pozytywnymi emocjami. Dzieci lubią naśladować tych, których kochają. Jeżeli matka czyta, to córka odbiera komunikat o tym, że tak właśnie robią kobiety. Podobnie syn, który widzi czytającego ojca, będzie go naśladować.

Jak dobierać książki, by obcowanie z nimi było adekwatne do wieku?

Dla półrocznego dziecka powinny to być książeczki z obrazkami, gdzie pojawiają się przedmioty, z którymi styka się ono na co dzień. Dzieci w tym wieku bardzo lubią patrzeć także na twarze rówieśników. Później możemy rozszerzać zakres przedmiotów na ilustracjach – mogą pojawić się jakieś sprzęty kuchenne, drzewa, kwiaty. „Czytanie” polega wówczas po prostu na wskazywaniu i nazywaniu tych przedmiotów. Książka staje się narzędziem do tego, żeby spędzać razem czas i tym czasem się cieszyć. Mniej więcej od ukończenia 3. roku życia pojawiają się historyjki, bajki, opowieści – ten świat z książek robi się bardziej skomplikowany.

A może niekoniecznie musi to być tradycyjna książka? Może wystarczy np. audiobook?

Badania pokazują, że najlepiej, żeby to była jednak książka, bo to właśnie książką możemy się dzielić, czytać ją wspólnie. Jeśli mamy audiobook, to nie ma rodzica, bo nagranie samo mówi do dziecka. Poza tym, jeżeli audiobooki czy filmy zapisane są na urządzeniach mobilnych, to dziecko roczne czy w wieku dwóch lat może bardziej zainteresować się naciskaniem różnych funkcji i zaczyna być rozkojarzone. Przestaje słuchać, tylko skupia się na samym naciskaniu. Nawet badania dotyczące dorosłych wskazują, że lepiej przyswajamy wiedzę, kiedy mamy do czynienia rzeczywiście z książką, a nie z urządzeniem mobilnym. Studenci, którzy czytają artykuły z urządzeń mobilnych, przed egzaminami wracają do książek. Tablety, owszem, są bardzo dobre, ale do tego, żeby wyszukiwać informacje. Do głębszego, poważniejszego czytania potrzebujemy książki.

Tylko czy przypadkiem nie przeceniamy roli rodzica w obcowaniu z książką?

W żadnym wypadku! Opowiem o jednym z badań. Polegało ono na obserwacji fal mózgowych u małych dzieci. Kiedy matka była zaangażowana w bezpośredni kontakt z dzieckiem, widać było, że fale są bardzo silne. Tę samą matkę nagrano na filmie i pokazano dziecku na ekranie telewizora. Tym razem fale mózgowe wykazywały, że dziecko niemal zasypia. Więc jest różnica, czy mamy kontakt z żywym człowiekiem, czy z jego obrazem wyemitowanym na ekranie.

Ale czy jest w ogóle możliwe odwrócenie trendu nieczytania książek? Coraz bardziej zagonieni, rozkojarzeni ludzie chętniej przecież klikają w szybki swoich smartfonów...

To jest wyzwanie dla całego świata. Postęp jest oczywiście ważny, ale pozostaje pytanie, ile musimy dla niego poświęcić. Na pewno nie możemy poświęcić wspólnego czytania. W Stanach Zjednoczonych pojawiła się krytyka e-booków właśnie dlatego, że nie można się nimi podzielić. Trudno jest usiąść razem z rodzicem i czytać e-booki. Chociaż myślę, że z czasem zostaną one ulepszone także pod tym kątem.

W Polsce akcja „Książka na receptę. Recepta na sukces” wystartowała kilka miesięcy temu. Co z amerykańskiego doświadczenia chciałby Pan szczególnie przekazać Polakom?

Przesłanie jest proste: rodzice powinni czytać dzieciom. Dzięki temu dzieci zaczynają się uczyć, wchodzić w pozytywne interakcje. Czytanie stymuluje rozwój mózgu, umiejętność uczenia się, pamięć, skupienie uwagi, rozwój społeczno-emocjonalny. Nawet gdybyśmy próbowali stworzyć jakieś urządzenie, które byłoby w stanie te wszystkie elementy stymulować, nie wymyślilibyśmy nic lepszego niż właśnie książka. •

Książka na receptę. Recepta na sukces

Celem projektu organizowanego przez Fundację Powszechnego Czytania jest włączenie rekomendacji codziennej lektury dziecku do praktyk profilaktyki rozwojowej – wśród całego personelu medycznego otaczającego młodych rodziców. Pediatrzy, neonatolodzy, położne i pielęgniarki zalecają rodzicom odwiedzającym poradnie, by czytali głośno swoim dzieciom. W tym celu Fundacja udostępnia przychodniom „recepty”, na których lekarz pediatra rekomenduje codzienne czytanie. W pierwszym roku działania akcja obejmie 120 przychodni, co oznacza, że przekaz o potrzebie czytania od pierwszych dni życia dotrze do 60 tys. rodzin.

Nakłoń Panie, Twego ucha i wysłuchaj mnie, bo jestem ubogi i biedny.

Psalm 86,1

Polecamy

Ciekawostki o parafii

Poznaj obecne i historyczne fakty


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
76 0.15936088562012