Abp H. Muszyński o Ojcze nasz

24 marca 2020

Miałem to wielkie szczęście i łaskę, że modlitwy Ojcze nasz nauczyłem się w domu rodzinnym. Towarzyszy mi ona zatem przez całe moje życie do późnej starości jako podwójne błogosławieństwo Chrystusa dane przez zmarłych Rodziców. Właśnie dlatego ma ona dla mnie od samego początku charakter bardzo osobisty.


W okresie dzieciństwa Modlitwa Pańska była dla mnie nieodłączną częścią codziennego pacierza. Jej głębię i piękno odkrywałem jednak stopniowo już jako kapłan. Pierwszym etapem – jeżeli można tak powiedzieć – był moment, kiedy przestała być ona zwykłą częścią pacierza, a stała się osobistą modlitwą, podarowaną mi przez Pana, chociaż nie ja prosiłem: Panie, naucz nas modlić się (Łk 11,1). Apostołowie uczynili to wcześniej w moim imieniu.


Wraz z postępem duchowym odkrywałem coraz głębiej wyjątkowe znaczenie i bogactwo Pańskiego daru modlitwy. Etap ten trwa do dziś dnia i jest bez wątpienia głównie dziełem samego Ducha Świętego. Św. Paweł przecież zapewnia: Kiedy nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch Święty przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8,26).


Modlitwa Ojcze nasz jest dla mnie nie tylko darem, ale także szkołą wartości i pewnego rodzaju drogowskazem woli Pana, czego On ode mnie oczekuje. Dzięki temu nigdy nie miałem wątpliwości, co jest wolą Boga, której uczy mnie Zmartwychwstały Jezus Chrystus. Konkretnym wyrazem Jego woli są najpierw cztery pierwsze prośby wraz z wezwaniem: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje, niech przyjdzie królestwo Twoje. Niech Twoja wola spełnia się tak na ziemi jak i w niebie” (Mt 6, 9-10). Jest w tym coś niesłychanego, że z woli Chrystusa, do Nieskończonego, „Stworzyciela Nieba i Ziemi”, podobnie jak Chrystus, jedyny Syn Ojca, mogę wołać: „Abba – Ojczulku”. Co więcej, czynię to we wspólnocie Kościoła, wspólnocie zwykłych i świętych ludzi, nazywając Boga naszym wspólnym „Tatusiem”. „W tym jednym słowie mieści się cała historia zbawienia (Benedykt XVI), także mojego zbawienia. „Nasze korzenie są w ziemi. Trzeba zapuścić je w niebie” (M. Debrel). Aby zakorzenić się w niebie, trzeba się nawrócić i łaskę chrztu ukazać świętością życia.


Święć się imię Twoje.
Jest to hebraizm, który wielu współczesnym ludziom niewiele dziś mówi. Tymczasem jest to właśnie odpowiedź samego Boga na pytanie Mojżesza: Jakie jest imię Twoje? W odpowiedzi Mojżesz słyszy: Jestem Bogiem Abrahama. Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bogiem, który wchodził w więź wspólnoty i życia z każdym kolejnym pokoleniem od nowa: JESTEM, KTÓRY JESTEM (Wj 3,13-14). Oznacza to – żyję zawsze, w każdym czasie i pokoleniu od nowa. Chrystus natomiast dopełnił to Boże imię (por. J. 17,6) uzupełniając: Bóg jest miłością (1 J 4,8.16) lub, jak mówi nam papież Franciszek: „Imieniem Boga jest miłosierdzie”.


Codziennie wołam, śladem moich przodków i ojców: Przyjdź królestwo Twoje. Proszę zatem, by panowanie Boga miłości w ludzkich sercach, a zatem także i w moim sercu, objawione w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, okazało się i było widoczne w życiu i działaniu wszystkich Jego uczniów. Najpełniejszym znakiem tej miłości i królestwa Pana jest krzyż Jezusa Chrystusa i Jego ostatnia prośba skierowana do nas: Kiedy będę wywyższony nad ziemię, wszystkich pociągnę do siebie (J 12,32). Jest to prośba, która domaga się odpowiedzi każdego dnia od nowa.


Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi
– wolą Bożą w niebie jest, aby wszyscy ludzie byli zbawieni (J 5, 34). Chrystus stał się człowiekiem, aby uczyć nas pełnienia woli Bożej tutaj na ziemi: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał (J, 4,34). Wpatrzony w przykład Chrystusa uczę się razem z Nim pełnić wolę Ojca, przezwyciężać służbą biednym i potrzebującym ludzką słabość, egoizm, zniechęcenie, samowolę; świadczyć, że Bóg kocha nas także jako grzeszników i potrzebuje każdego z nas, by Jego wola była pełniona także na ziemi. Wszystkie wspomniane wyżej prośby łączy wołanie: Bądź uwielbiony Boże, teraz i na wieki”. Nasze życie ma każdego dnia stanowić: „Amen, niech się tak stanie” także w moim życiu.


Po wielkim uwielbieniu Boga przychodzi kolej na nasze ziemskie potrzeby, które również wymagają gotowości, modlitwy i Bożej pomocy. Jako dzieci Boga potrzebujemy światła i mocy Ducha Świętego, aby w naszym życiu pośród codziennych posług i zabiegania objawiła się miłość i dobroć Chrystusa. Nasze życie jest bowiem przedłużeniem Jego miłości i gotowości służby i pomocy na rzecz wszystkich potrzebujących. Ta służba obejmuje z kolei trzy dalsze prośby, które mają być drogowskazem w naszej drodze do Ojca: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom. Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”.


Chleba naszego (nie mojego) powszedniego daj nam dzisiaj,
zajmuje poczesne miejsce w hierarchii Chrystusa. Nasz chleb, o który prosimy, jest darem Boga dla wszystkich ludzi. Jeżeli prosimy tylko dla siebie „Ojcze nasz przestaje być modlitwą chrześcijańską” (papież Franciszek). Chleb obejmuje także wszystkie inne doczesne potrzeby, które Bóg przeznaczył dla wszystkich ludzi. Tymczasem sytość, pełnia, krótkowzroczność jednych sprawia, że więcej ludzi głoduje, a nawet umiera z głodu niż cieszy się ich posiadaniem. Jest to wielki grzech zbiorowego egoizmu, który jest zaprzeczeniem woli Bożej. Jest to jednocześnie wielkie zgorszenie dla wszystkich, którzy wyznają wiarę w Boga Stworzyciela nieba i ziemi, i Jezusa Chrystusa, którego nazywają swoim Panem.


Chrystus w okresie ziemskiego życia wyrażał swoje współczucie wobec głodujących, ale także nakarmił głodnych (Mk 6,41). Aby nas uwrażliwić na głodnych i potrzebujących, podobnie jak apostołów, i nas wzywa: Wy dajcie im jeść (Mt 14,16). Dziś Chrystus poza naszym, także moim sercem, naszymi rękami i nogami nie ma innych możliwości, by przyjść potrzebującym z pomocą. Prośba o chleb powszedni obejmuje także wołanie o chleb eucharystyczny (św. Hieronim używa słowa supersubstantialis – chleb ponad powszedni). Ten właśnie pokarm nadprzyrodzony jest największym i najpełniejszym darem od Boga. Powinien on nam dopomagać, abyśmy za przykładem Chrystusa nie tylko otworzyli swe serce i oczy na potrzebujących, ale uczynili własne życie darem dla innych. Codziennie prosimy zatem także o Chleb eucharystyczny dla wszystkich.


Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale zbaw nas od złego
(dawniej: nie wódź nas na pokuszenie). Chrystus sam był kuszony przez diabła (Mt 4,1) i dopuszcza również, abyśmy byli kuszeni. Pośród trudności weryfikuje się nasza postawa, nasze świadectwo i nasza miłość względem Boga jako Ojca. O Chrystusie Autor Listu do Hebrajczyków napisał: Przez to, co sam wycierpiał, poddany próbie, może przyjść z pomocą tym, którzy jej podlegają (Hbr 2,18). Z drugiej strony mamy zapewnienie: Bóg nie pozwoli nas doświadczać ponad to, co możemy znieść (1 Kor 10,13). Dla mnie osobiście to zapewnienie jest wielką pociechą. Kiedy wydaje mi się, że coś jest ponad moje siły, mówię sam do siebie: „uważaj, mobilizuj się wewnętrznie, bo jesteś za słaby, zbyt ułomny, masz przecież zapewnienie, że Bóg nie dopuści doświadczać cię ponad to, co jest ponad twoje siły”. Nie zawsze możemy liczyć na własne siły, które zawodzą. Trzeba szukać siły, mocy i Tego, który zawsze jest wierny i zapewnia: we wszystkim doznaję zwycięstwa dzięki Temu, który nas umiłował (Rz 8,37). To dzięki Jego miłości objawionej w zwycięstwie Chrystusa nad grzechem i śmiercią, która jest obecna w nas możemy znieść nawet to, co po ludzku jest niemożliwością.


Trzecia prośba: przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili, jest zadziwiająco aktualna także w moim życiu. Znowu prosimy Boga w liczbie mnogiej: „przebacz nam, jak my przebaczamy”, co oznacza: ja modlę się za całą wspólnotę, a ona modli się za mnie.  Wspólna modlitwa to przede wszystkim budowanie międzyosobowej więzi Boga z nami i naszej z Bogiem i pomiędzy sobą.


Nie jest to oczywiście przebaczenie na moją miarę, ale znowu – przebaczenie na miarę samego Boga, doświadczone w Chrystusie i przez Chrystusa. Przebaczenie jest zawsze darem miłości i na miarę miłości Tego, który pierwszy nas umiłował (1 J 4,19). Doświadczamy tego w każdym rozgrzeszeniu słysząc słowa: „Idź w pokoju. Ja odpuszczam ci twoje grzechy”. Ceną tego przebaczenia jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, który wziął na siebie nasze, a więc moje i twoje grzechy i daje nam udział w swoim zwycięstwie nad grzechem i śmiercią samą (1 Kor 15,54). Przez to miłosierdzie Boga nade mną grzesznikiem, zaciągam także poważne zobowiązanie wobec Boga miłosierdzia, który zapewnia: jeżeli przebaczycie ludziom ich przewinienia i wam przebaczy Ojciec wasz, którego prosimy właśnie w tej a nie innej modlitwie (por. Mt 6,14-15). Błądzenie jest sprawą ludzką, przebaczenie – boską. Trwajmy zatem we wspólnocie życia i miłości z naszym Ojcem, który przyjął nas jako swoje dzieci i z naszym Panem Jezusem Chrystusem, który nie tylko przebaczył oprawcom, ale nawet prosił za nimi u Ojca: Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34).


Modlitwę Pańską kończymy wezwaniem: Wybaw nas ode złego, czyli odwszelkiego zła moralnego jak i uosobionego. Zło – którym jest szatan, można zwyciężyć tylko mocą Zmartwychwstałego Pana, Zwycięzcy nad grzechem, śmiercią i szatanem (por. Rz 8,37-39) (…) bo Twoje jest królestwo, potęga i chwała na wieki wieków. Amen.


Abp Henryk J. Muszyński
arcybiskup senior archidiecezji gnieźnieńskiej

Posiadamy w sobie dużo więcej możliwości, niż o tym wiemy.

bł. Teresa Benedykta od Krzyża

Polecamy

Ciekawostki o parafii

Poznaj obecne i historyczne fakty


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
76 0.17893290519714