Czy tworzymy "kulturę samotności"?

3 sierpnia 2020

Jednej rzeczy możesz być pewien: jeśli czujesz się samotny, nie jesteś w tym uczuciu osamotniony.

Samotność towarzyszy nam od zawsze, ale niezwykle ważne jest zastanowienie się nad tym, że jej występowanie w ostatnich czasach wzrasta w alarmującym tempie. Niedawny przegląd dziesiątków badań nad samotno­ścią przeprowadzonych na całym świecie stanowi ostrzeżenie: „Badacze przewidują, że jeśli nie podejmie się stosownych dzia­łań, samotność przybierze do roku 2030 rozmiary epidemii”. Zdaje się, że w ciągu następnego dziesięciolecia dojdzie do prawdziwej epidemii samotności, jeśli nie zrobimy niczego, co powstrzymałoby katastrofę. Dlaczego we współczesnym świecie – w miarę wzrostu populacji – coraz więcej osób zgłasza poczucie emocjonalnej i społecznej izolacji od innych?

Liczne świeckie publikacje wydawane od lat 60. ubiegłego wieku dowodzą, że kultura amerykańska oddala się od trady­cyjnych znaczących więzi społecznych i interakcji, zmierzając ku skupieniu na sobie i konsumpcjonizmowi. Jedna z nich to książka z roku 1979 historyka Christophera Lascha, zatytułowana „Kultura narcyzmu: amerykańskie życie w czasach malejących oczekiwań”, w której autor stara się udowodnić, że zaabsorbo­wanie sobą i konsumpcją produktów materialnych zrodziły się w następstwie upadku wartości rodzinnych i tradycyjnych war­tości społecznych. Mniej niż dwie dekady później, w marcu 1995 roku, papież Jan Paweł II [w „Evangelium vitae” – przyp. DEON.pl] – dziś święty – nagłośnił ważne zjawisko nowo powstającej kultury, która ogarniała i niszczyła współ­czesne związki międzyludzkie, a mianowicie „kultury śmierci”:

„Szerzy się ona wskutek oddziaływania silnych tendencji kultu­rowych, gospodarczych i politycznych, wyrażających określoną koncepcję społeczeństwa, w której najważniejszym kryterium jest sukces. Rozpatrując całą sytuację z tego punktu widzenia, można mówić w pewnym sensie o wojnie silnych przeciw bez­silnym: życie, które domaga się większej życzliwości, miłości i opieki, jest uznawane za bezużyteczne lub traktowane jako nieznośny ciężar, a w konsekwencji odrzucane na różne spo­soby. Człowiek, który swoją chorobą, niepełnosprawnością lub – po prostu – samą swoją obecnością zagraża dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom osób bardziej uprzywilejo­wanych, bywa postrzegany jako wróg, przed którym należy się bronić albo którego należy wyeliminować. Powstaje w ten sposób swoisty „spisek przeciw życiu”. Wciąga on nie tylko pojedyncze osoby w ich relacjach indywidualnych, rodzinnych i społecznych, ale sięga daleko szerzej i zyskuje wymiar globalny, naruszając i niszcząc relacje łączące narody i państwa”.

Czy ta ogólnoświatowa „kultura śmierci”, ceniąca wydajność i skuteczność wyżej niż miłość i troskę o wszelkie życie ludz­kie, przyczynia się do rosnącej samotności, zwłaszcza wśród ludzi niedołężnych, słabych, starszych lub niepełnosprawnych, postrzeganych w społeczeństwie jako ciężar? Jan Paweł II był oczywiście aktywnym zwolennikiem przeciwstawnej „kultury życia”, kultury ceniącej wszelkie życie ludzkie, samo w sobie i od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. Co ciekawe, świecki autor Christopher Lasch, zapytany podczas wywiadu w 1991 roku o oznaki „nadziei” lub „wizji moralnej”, odpowiedział, że „nie widzi jej wiele” w religii zorganizowanej, ale „widać jej pewne przejawy w tradycji katolickiej… Można by nawet powiedzieć, że papież jest jedną z osób mających najlepszy wgląd w kwestie społeczne”. Dość zaskakująca odpowiedź pły­nąca z ust byłego marksisty, któremu od dzieciństwa wpajano radykalnie świeckie ideały.

W istocie Jan Paweł II był zarówno świętym, jak i mędrcem.

Możemy się zastanawiać, w jakim stopniu do samotności w obecnych czasach przyczyniła się nasza współczesna kultura konsumpcjonizmu, narcyzmu, wydajności technologicznej i – co najsmutniejsze – śmierci. W świetle ogromnej ilości danych naukowych, trudno zaprzeczyć faktowi, iż żyjemy za­nurzeni w „kulturze samotności”.

W roku 2000 politolog Robert Putman w książce zatytułowa­nej „Samotna gra w kręgle: Upadek i odrodzenie wspólnot lokalnych w Stanach Zjednoczonych" udokumentował znaczne spadki uczestnictwa w różnego rodzaju zajęciach wzmacniających więzi społeczne, obserwo­wane w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dziesięcioleciach, w tym przynależność do partii politycznych, grup obywatelskich, kościołów, grup zawodowych, niezależnych stowarzyszeń spo­łecznych itp. Zapadający w pamięć tytuł książki odzwierciedlał odkrycie autora, że choć gra w kręgle cieszy się w Stanach ogromną popularnością, mniej osób niż kiedykolwiek uprawia ten sport w trybie ligowym, pre­ferując „grę w pojedynkę” lub w wybranej grupie przyjaciół. Putman zauważył również, że niektórzy ludzie grający w oficjal­nych ligach i tak „grali w pojedynkę”, gdyż oczekując na swoją kolej, woleli oglądać telewizję na dużych ekranach zawieszonych w salach niż udzielać się towarzysko.

Naturalnie jego spostrzeżenie wychodziło znacznie poza tematykę gry w kręgle, odnosiło się bowiem również do róż­nego rodzaju formalnych i nieformalnych stowarzyszeń i zajęć, w tym zorganizowanej działalności politycznej, gry w karty, uczestnictwa w piknikach i w innych wspólnych wyjściach grupowych, zwykłych wizyt u przyjaciół, obiadów spożywa­nych w towarzystwie przyjaciół, a nawet obiadów rodzinnych. Ludzie coraz częściej spędzali wolny czas w domu i często sami.

Fragment pochodzi z książki Kevina Vosta "Przewodnik po samotności".

za deon.pl

Nie ma nic równie wielkiego jak Eucharystia. Gdyby Bóg miał coś cenniejszego - ofiarowałby nam to.

Św. Jan Maria Vianney

Polecamy

Ciekawostki o parafii

Poznaj obecne i historyczne fakty


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
79 0.17564105987549